Główna |

Łukasz Kubot po przegranym meczu z Rikiem De Voestem

Napisany przez Redakcja TenisZiemny.info

To był morderczy mecz, niestety przegrałeś. Jak ocenisz dzisiejsze spotkanie?

– Przede wszystkim chciałbym podziękować organizatorom za przyznanie mi dzikiej karty i pogratulować fantastycznej obsady turnieju, który z roku na rok jest coraz mocniejszy. Jeśli chodzi o mecz, to nie mogę być do końca zadowolony z wyniku. Lepiej zagrać słabo i wygrać, niż zagrać dobrze i przegrać. Dziś niestety sprawdziła się druga opcja. Przegrałem, bo brakowało mi ogrania. W decydujących punktach dużo ryzykowałem i niestety się nie udało. Mimo to jestem szczęśliwy, że po tak długiej przerwie, spowodowanej kontuzjami i problemami w życiu prywatnym, wróciłem na kort i znów mogę rywalizować na dobrym poziomie.

Przegrałeś ze swoim kolegą, częstym partnerem deblowym, który zna twoje słabe strony. Czy miało to wpływ na wynik?

– Graliśmy na bardzo szybkim korcie, więc ciężko mówić o jakiejś taktyce. Ten kto serwował, ten miał inicjatywę. Ja na początku byłem zdenerwowany, ale potem się wyrównało. To był swoisty mecz bokserski. W tej grze psychologicznej dziś okazałem się gorszy.

Miałeś dwie piłki meczowe. Przy pierwszej rywal dwa razy trafił w linię, przy drugiej zrobiłeś podwójny błąd serwisowy. Byłeś o włos od wygranej…

– Oczywiście, byłem bardzo blisko zwycięstwa. Gdy piłki Rika zahaczały o linię sędziowie mogli potraktować to inaczej. Znów sprawdza się zasada, że jeśli gramy w domu, to sędziowie sprzyjają gościom. Nie chcę już do tego wracać. Natomiast podwójny błąd serwisowy był spowodowany dużą dozą ryzyka. Brakło mi ogrania, a Rik miał mnóstwo szczęścia. Taki jest tenis – szczęście sprzyja lepszym. Ja widocznie na swoje muszę jeszcze trochę zapracować. Ostatnie tygodnie mocno przepracowałem i brakowało mi świeżości, ale i tak jestem zaskoczony swoją postawą. Teraz pozostaje mi czekać na sukcesy, które miejmy nadzieję, przyjdą w drugiej połowie sezonu, tak, jak w ostatnich latach.

Jakie masz plany startowe po meczu Pucharu Davisa ze Szwajcarią?

– Póki co, ciężko jest planować wyjazdy, ponieważ mam niski ranking i nie do wszystkich turniejów uda mi się dostać. Po powrocie ze Szwajcarii wybieram się jednak na Challengera do RPA, gdzie jako jeden z ostatnich „załapałem się” do turnieju głównego. A co będzie dalej? Zobaczymy…

Czy w związku z zamieszaniem wokół firmy Prokom, zmieni się w jakiś sposób Twoja umowa sponsorska?

– Całe życie inwestowałem w swój tenis i nawet jeśli tamta umowa przestanie obowiązywać lub ulegnie zmianie, to na pewno się nie zmieni. Na razie wszystko stoi pod znakiem zapytania. Ważnym występem będzie mecz w Pucharze Davisa. Jeśli stworzymy silną drużynę, to dzięki dobrej reklamie utrzymamy swoje dofinansowania. Pieniądze są bardzo ważne, ale na razie nie chcę o nich myśleć. Chcę skupić się na swojej karierze singlowej. Na razie udało mi się zrealizować jedno marzenie z dzieciństwa, ponieważ dostałem się do najlepszej pięćdziesiątki deblistów na świecie. Teraz będę walczył o wejście do pierwszej setki singlistów i na tym się skoncentruję. Może nie wygląda to najlepiej, ale zdobyłem dużo cennych doświadczeń, które wykorzystam do osiągnięcia tego celu.

Marcie Domachowskiej, mimo dużego spadku w rankingu, udało się wrócić na przysługujące jej miejsce. To bardzo budujący przykład…

– Zgadza się, ale każdy chyba wie, że nie można porównywać męskiego i żeńskiego tenisa. W męskim tenisie jest coraz większa rywalizacja. Gra jest coraz szybsza, a walka o punkty coraz bardziej zażarta. Jeśli chodzi o Martę, to gratuluję jej wszystkich ostatnich sukcesów. Po wszystkich problemach znów gra fantastycznie.

Kiedy ostatnio grałeś taki morderczy pojedynek (2 godz. 44 min., 32 gemy)?

– Hmm, chyba z Michałem Przysiężnym na US Open. Wtedy również przegrałem w tie-breaku trzeciego seta. Dziś jak już mówiłem zabrakło mi ogrania, ale może gdybym nie podjął ryzyka i przegrał, to wówczas miałbym do siebie większe pretensje. Rok temu w ciągu miesiąca grałem na trzech kontynentach. Dużo grałem i nie wystarczająco odpocząłem. To odbiło się na mnie, stąd spadek w rankingu. Jednak zdobytego doświadczenia nikt mi nie odbierze. W tym roku wiedziałem, że nie jestem gotowy do startu w Australian Open. Zmiany stref czasowych są bardzo męczące i nie ma co przesadzać.

Wciąż grasz w deblu. Z racji różnic rankingowych nie grasz teraz z Oliverem Marahem. Czego się spodziewasz po występie z Lovro Zovko?

– Tutaj gram z Lovro, ale z „Olim” wciąż stanowimy parę deblową. Gramy razem zawsze, kiedy możemy. On był zawiedziony, że nie przyjechałem do Australii, bo w tamtym roku byliśmy w 3. rundzie. On ma teraz inne plany startowe, a ja mam dziś taki ranking jaki mam i muszę jeździć na takie turnieje, w których będę grał bez eliminacji.

Źródło: Informacje prasowe KGHM Dialog Polish Indoors