Główna |

KGHM Dialog Polish Indoors 2008 Vliegen z Melzerem w finale

Napisany przez Redakcja TenisZiemny.info

Kibice śledzący od początku wyniki turnieju KGHM Dialog Polish Indoors zdążyli się już przyzwyczaić do trzysetowych batalii. Scenariusz pierwszego półfinału nie mógł być więc inny. Doskonale serwujący Belg Kristof Vliegen (105. ATP) zmierzył się w nim z rozstawionym z nr. 5 - Włochem Simone Bolellim (70. ATP. ).

Pierwsza partia przebiegała pod dyktando tego zawodnika, który aktualnie serwował, choć wizualnie nieznaczną przewagę miał wyżej notowany tenisista. Potwierdził to tie-break, w którym Włoch potężnymi uderzeniami zza końcowej linii zmuszał rywala do defensywy i ostatecznie wygrał go do 2.

Potem jednak Vliegen uspokoił swoją grę (nie licząc kłótni z sędzią, który zresztą miał na pieńku z oboma zawodnikami) i umiejętnie neutralizował „bomby” Bolelliego. Świetna taktyka oraz skuteczny serwis doprowadziły Belga do zwycięstwa w drugiej partii. Trzeci set to już teatr jednego aktora, czyli mierzącego 193 cm tenisisty z Beneluksu. Dzięki zwycięstwu z Włochem 6:7(2), 6:3, 6:2 Vliegen został pierwszym finalistą tegorocznej edycji wrocławskiego Challengera.

Jego rywalem w niedzielnym finale (godz. 14) będzie Jurgen Melzer (71. ATP), który pokonał Rainera Schuettlera (71. ATP) 6:3, 7:5.


Rozmowa z Kristofem Vliegenem



Gratulacje, zostałeś pierwszym finalistą naszego turnieju. Jakie są Twoje wrażenia po meczu z Bolellim?

- Muszę przyznać, że na początku spotkania mój przeciwnik grał dużo lepiej ode mnie. Miałem sporo szczęścia, że udało mi się doprowadzić do tie-breaka, którego niestety przegrałem. Potem jednak wykorzystałem swoje szanse przy jego serwisie, natomiast moje podanie mnie nie zawiodło. Tak jak od początku tego turnieju – w końcu jeszcze nie przegrałem ani jednego gema serwisowego.

Z kim wolałbyś spotkać się spotkać w finale?

- Z Schuettlerem grałem kilka razy w przeszłości i wiem, że to trudny rywal. Z kolei Jurgen Melzer to mój przyjaciel, ale z nim nigdy nie spotkałem się na korcie. Tak naprawdę to nie ma znaczenia z kim zagram. Ważne żebym pokazał swój najlepszy tenis.

Masz szansę zapisać się w historii tego turnieju, jako pierwszy Belg, któremu udało się tu zwyciężyć. Czy odczuwasz presję z tego powodu?

- Nie, nie czuję żadnej presji. Przyjechałem do Wrocławia, bo niedługo gramy mecz w Pucharze Davisa przeciwko Czechom (w Ostrawie – przyp. Red.) i jest to dla mnie doskonały sprawdzian formy. Po drugie chciałem zdobyć jak najwięcej punktów do rankingu, bo ostatnio wypadłem poza pierwszą setkę. W 2006 roku byłem w pierwszej trzydziestce na świecie i moim celem jest tam powrócić.

W decydujących momentach popełniałeś podwójne błędy serwisowe, po czym posyłałeś na stronę rywala serię asów. Pamiętam, że tak robił Goran Ivanisevic na Wimbledonie. Czy wzorujesz się na nim?

- Oczywiście podziwiam Gorana, ale dziś tak po prostu mi wychodziło. Poza tym to Challenger, a nie finał Wimbledonu, więc jest między nami jeszcze spora różnica.

Wiem, że wozisz ze sobą konsolę do gier. Czy masz ją ze sobą we Wrocławiu? W jakie gry lubisz grac najbardziej, może jakiś wirtualny tenis?

- Nie, tym razem jej nie zabrałem… ale to dlatego, że jest tu na miejscu. Wziąłem za to parę gier np. Formułę 1, czy Fifę 2007, w które lubię grac najbardziej. Jeśli zaś chodzi o tenisa na konsolę, to nie przepadam za nim. Wystarczająco dużo w niego gram w realnym życiu.

Wciąż mieszkasz w małej miejscowości w Belgii. Dlaczego np. nie przeprowadzisz się do Monte Carlo (zameldowanych jest tam wielu tenisistów – przyp. red.), w którym jest podatkowy raj?

- Po pierwsze przeprowadziłem się 2 miesiące temu do Brukseli, a po drugie w Belgii nie narzekamy na wysokość podatków. Każdy musi je płacić, tak to już jest. Uważam, że pieniądze nie czynią kogoś szczęśliwym, ale na pewno ułatwiają życie. Jeśli zaś chodzi o Monte Carlo, to nie ciągnie mnie tam. Tam, gdzie mieszkam mam swoich przyjaciół, znajomych i rodzinę, dlatego nie chcę zmieniać otoczenia.

Źródło: Informacje prasowe KGHM Dialog Polish Indoors