Główna |

Siemens Varioexpert Cup - Wywiad z Mariuszem Fyrstenbergiem oraz Marcinem Matkowskim

Napisany przez Redakcja TenisZiemny.info

Andre Agassi w swojej biografii napisał, że gry w tenisa ziemnego tak naprawdę nigdy nie lubił. Jak to jest możliwe, żeby grać tak długo, odnosić ogromne sukcesy i jednocześnie zmuszać się do treningu i wychodzenia na kort? Czy to nie jest tylko kokieteria z jego strony? Proszę powiedzieć, czy jest możliwe grać dobrze w tenisa i nie lubić tego sportu?

M.F. - Myślę, że to jest jednak forma kokieterii, ponieważ już zakończył karierę i być może z perspektywy czasu jakieś przemyślenia mu przychodzą do głowy. Pamiętam jak byliśmy w szatni, gdy Agassi zagrał ostatni mecz w swojej karierze, to było na US Open i gdy wszedł do szatni, pozostali zawodnicy zaczęli bić brawo. Andre płakał. To było naprawdę niesamowite dla wszystkich, którzy tam byli. Myślę, że gdyby ktoś nie kochał sportu to by do tego nie podszedł tak emocjonalnie . Był naprawdę wzruszony i widać było, że gdyby mu zdrowie na to pozwoliło to by grał dłużej. Może teraz gdy ma już żonę, dzieci i spojrzał na swoją karierę z dystansem to niektóre rzeczy zrobiłby inaczej. Stąd pewnie taki żal w jego wypowiedziach. Ale myślę, że mu-siał kochać to, co robił, bo bez tego nie osiągnąłby tak dużo.

M.M. - On miał pewne zawirowania w swojej karierze, góry i dołki, ale zawsze potrafił z tego wybrnąć. Na pewno miał takie momenty, w których był zagubiony. Sam nie ukrywa tego, że się pogubił w kilku momentach. Przyznaje się do swoich błędów i to jest fair. Natomiast być może teraz jak patrzy z dystansem to widzi, że nikt mu nie dał wyboru. Od najmłodszych lat grał w tenisa, bo ojciec go tak ukierunkował i myślę, że przez wiele lat nawet nie przyszło mu do głowy, żeby zastanowić się nad tym czy zrobił dobrze czy źle. Zarobił dzięki temu miliony dolarów, poznał fantastyczną kobietę, zwiedził cały świat i dzisiaj może mu przychodzą takie myśli, że to może nie był jego wybór. W związku z tym może doszedł do takiego wniosku, że suma suma-rum wyszło dobrze, ale to nie on o tym zadecydował.

Jaka jest idea Siemens Tennis Team?

M.F. - Współpraca z Siemensem zaczęła się poprzez starania naszego menedżera, Nikodema Jaworowskiego. Idea współpracy dojrzewała przez wiele miesięcy. Najpierw obejmowała ona tylko Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, a potem rozszerzyła się na młodszych tenisistów, potrzebujących wparcia. Szukaliśmy takiej formuły, która pozwoli Siemensowi zaistnieć w tenisie i pozwoli im wykorzystać to, że sponsorują znany debel. Były burze mózgów, rozmowy, różne pomysły aż doszliśmy do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie otwarcie się na innych. Mówię tu o wszystkich - o kibicach, młodych zawodnikach. Zaczęło się od tego, że Siemens został sponsorem Fyrstenberga i Matkowskiego. Następnie nasz menedżer przedstawił ideę rozwoju tego przedsięwzięcia poprzez dodanie dwóch młodszych zawodników. W ten sposób Fyrstenberg i Matkowski mogą wykorzystać pełnię swojej wiedzy stając się swego rodzaju mentorami i doradcami dla młodszych zawodników. Młodsi zawodnicy zostali dobrani na zasadzie dwóch pokoleń: pokolenia 20-latków, których reprezentuje 22 letni Marcin Gawron, wicemistrz juniorskiego Wimbledonu. W tym momencie zawodnik ewidentnie potrzebuje wsparcia finansowego, moralnego i mentalnego. Jest zawodnikiem, który zakończył karierę juniorską i wchodzi w karierę seniorską. To jest bardzo trudny moment dla zawodników, szczególnie dla polskich zawodników i dlatego trzeba im pomagać. Natomiast 14-latek Phillip Gresk, jest jednym z najzdolniejszych zawodników w Europie w swojej kategorii wiekowej i jest fajnym uzupełnieniem tego teamu. Z drugiej strony może się najwięcej nauczyć. On jest tutaj po to, żeby się uczyć i za kilka lat, jak już będzie dorosłym zawodnikiem móc wprowadzać w dorosły tenis kolejnych młodych. Taka jest idea.

M.M. - Teraz skupialiśmy się na turnieju, który odbył się 20 maja – Siemens varioExpert Cup i potem, w czerwcu będziemy opracowywać szczegóły dotyczące rozwoju. Uważam , że to świetny pomysł, że Siemens stara się patrzeć też na młodszych, a nie tylko na zawodowców. Przy okazji turnieju nawiązujemy współpracę z Polskim Związkiem Tenisa. Będzie bardzo dużo młodych ludzi, którzy będą mogli zagrać z Mariuszem, Marcinem, a także z naszym gościem Ellisem Ferreirą, mistrzem Australian Open, legendarnym deblistą, który przyjechał tutaj specjalnie na zaproszenie Siemensa i to jest krok w kierunku pokazania młodzieży, że można się spotkać z gwiazdami i dużo od nich czerpać. To jest trzon całej koncepcji - żeby z tego teamu czerpali jak najwięcej jak najmłodsi. Jesteśmy w trakcie wypracowywania takiej formuły, która pozwoli zmotywować polskich 13-14-latków, żeby aspirowali do tego, żeby wejść do Siemens Tennis Team. Myślę, że to też jest przykład dla innych firm w jaki sposób można wykorzystać marketing sportowy oraz znanych tenisistów do tego, żeby pomagać najmłodszym, którzy też chcą grać w tenisa, wiązać z nim swoje życie. Siemens Tennis Team ma być pierwszym krokiem dla najmłodszych do profesjonalnego tenisa. Profesjonalizmu trzeba się uczyć już od najmłodszych lat. Ja miałem 6-7 lat kiedy zacząłem grać.

A co do Ellisa Ferreira, to bardzo się również cieszymy, że będziemy mogli zagrać przeciwko takiemu mistrzowi. Nie pamiętam, żeby ostatnio do Warszawy przyjechał na mecz pokazowy tak znany tenisista. Ukłon w stronę sponsora, że zgodził się, żeby Ellis Ferreira był naszym wspólnym gościem i to jest wydarzenie samo w sobie. Oprócz tego, że my zagramy przeciwko sobie, to jeszcze będzie ten pokazowy mecz z Ellisem. Będzie też debel z zawodnikami z Olimpiad Specjalnych i to jest też ciekawy akcent, bo będziemy mogli pokazać, że zawodnicy Olimpiad Specjalnych to też są fantastyczni sportowcy. Będziemy mieli okazję pokazać, że Olimpia-dy Specjalne to nie to samo co Paraolimpiady, bo to jest często mylone. Przy okazji jako ambasadorzy będziemy mogli promować tę ideę oraz ELIOS 2010.

Co sprawia, że debel tenisowy odnosi sukcesy? Technika czy uzupełnianie stylów gry?

M.F. - Źródeł sukcesu jest kilka. Pierwszym jest na pewno uzupełnianie się przeciwności, bo to się sprawdza zarówno na korcie jak i poza kortem. Dzięki temu nigdy się nie nudzimy. Jeden jest spokojny, oszczędzający energię, wyważony, a drugi jest wulkanem energii i to działa na korcie. Działa to również kiedy np. Marcin pokłóci się z sędziami czy przeciwnikami, to "studzę" sytuację i przypominam mu jakie są nasze cele. Natomiast z drugiej strony czasem jest to potrzebne - żeby podgrzać atmosferę, podkręcić tempo i emocje, pobudzić się do gry. Mamy dwa różne temperamenty, dwa różne style gry, więc się uzupełniamy. Myślę, że to jest naszym dużym atutem, że potrafimy się dogadywać i umiemy ze sobą wytrzymać.

M.M. - Spędzamy ze sobą 10 miesięcy w roku. Ja spędzam z nim więcej czasu niż Mariusz spędza ze swoją żoną. Myślę, że czasem konflikty są twórcze i pozwalają się rozwinąć. U nas nie ma kłótni o byle co. Wiemy kiedy sobie nawzajem nie przeszkadzać. Umiemy sobie wszelkie nieporozumienia na bieżąco wyjaśniać.

Mówiłeś, że Marcin ma osobowość dyktatora. Co sprawia, że spędzając tyle czasu wspólnie wytrzymujesz to?

M.F. - Oszczędzam energię, schodzę mu z drogi. Natomiast czasami, kiedy trzeba się wykłócić o coś z sędzią to Marcin się wykłóci, narzuci swoją wolę, a ja odpuszczam. Prywatnie potrafimy sobie czasem powiedzieć do słuchu. Natomiast ta osobowość dyktatora, jak to kiedyś ująłem, polega na tym, że on zawsze stawia na swoim.

Turniej Siemens varioExpert Cup będzie pierwszym turniejem, w którym zagrasz przeciwko Mariuszowi. Jak myślisz, co jest Twoim atutem w grze, czego może obawiać się Mariusz?

M.M. - Po raz pierwszy zagramy przeciwko sobie w tenisie dorosłym, bo na juniorskich już nam się zdarzyło grać przeciwko sobie. Ostatni raz graliśmy przeciwko sobie 10 lat temu i wtedy wygrał Mariusz, kompletnym przypadkiem. Natomiast kiedyś na jednym turnieju Mariusz wygrał ze mną dwa razy. Myślę, że mój atut to jednak szybki serwis, którego Mariusz nie będzie w stanie odebrać i dobry return. Postaram się te leworęczne serwisy Mariusza tak odbierać, że w zasadzie nie będzie miał szans.

Trudno umówić się z Tobą i Mariuszem na wywiad, ciągle jesteście albo w drodze na turniej, albo w trakcie rozgrywek. Na jak długo do przodu masz już zaplanowane terminy w kalendarzu?

M.F. - Kalendarz tenisowy ATP jest ogłaszany na 3 lata do przodu. A na przełomie października i listopada znane są ewentualne zmiany na przyszły rok. Plany mamy na rok do przodu. Gramy zawsze w największych turniejach, więc wtedy kiedy są Wielkie Szlemy to zawsze jesteśmy. Pytanie jest tylko jak sobie ułożymy turnieje rangi 500 czy 250. Jest ok. 18-20 turniejów takich stałych, w których co roku gramy, a reszta to zależy. Ostatnio w jednym turnieju zagraliśmy trochę gorzej, więc zamiast odpoczywać, jak mieliśmy w planach, pojechaliśmy na kolejny turniej żeby jak najwięcej grać przed Roland Garros. Najspokojniejszymi miesiącami są grudzień i koniec listopada. Natomiast najdłuższa przerwa w se-zonie to jest 7- 10 dni. Związek Zawodników rozmawiał jakiś czas temu z władzami ATP o skróceniu kalendarza rozgrywek, ale na razie bez żadnych znaczących efektów. Niecałe 3 tygodnie odpoczynku między sezonami to nie jest za dużo czasu na regenerację. Warto powiedzieć, że niektórzy tenisiści jak np. Nadal w tym roku, potrafią sobie odpuścić turnieje, żeby być świeżym. Dzięki temu Rafa jest teraz wypoczęty i świetnie przygotowany do Ro-land Garros i jego typuję na zwycięzcę tego turnieju.

Wyraź swoje zdanie na ten temat na forum

Podyskutuj o wiadomości Siemens Varioexpert Cup - Wywiad z Mariuszem Fyrstenbergiem oraz Marcinem Matkowskim na forum tenisowym!

Powiązane tenis wiadomości:

Siemens Varioexpert Cup | Mariusz Fyrstenberg | Marcin Matkowski | Ellis Ferreira |